Nie musisz być silna cały czas – o iluzji wewnętrznej zbroi
- Sylwia Skiba
- 11 paź 2025
- 3 minut(y) czytania
Wiele kobiet, które spotykam w gabinecie, mówi:
„Ja muszę być silna. Nie mogę sobie pozwolić na słabość.”
Za tym zdaniem często stoi całe życie wewnętrznej mobilizacji – emocjonalna gotowość, by radzić sobie, działać, ogarniać, być dla innych. Ale zbyt często ta siła jest jak zbroja: chroni, lecz jednocześnie oddziela.
Zbroja chroniła, gdy była potrzebna. Pomagała przetrwać trudne dzieciństwo, wymagające relacje, kryzysy, w których nikt nie mógł wtedy pomóc. Ale jeśli nosisz ją zbyt długo – zaczyna ciążyć.
Skąd bierze się przymus „bycia silną”?
Psychologia rozwojowa mówi, że wzorce emocjonalne kształtują się bardzo wcześnie. Jeśli jako dziecko słyszałaś:
„Nie płacz, bądź dzielna.”
„Poradzisz sobie, nie przesadzaj.”
„Nie ma co się mazgaić.”
…to mogłaś nauczyć się, że okazywanie uczuć nie jest bezpieczne, że emocje przeszkadzają, a miłość trzeba zasługiwać „dobrym zachowaniem”. Z biegiem lat ta postawa staje się częścią tożsamości: „Ja muszę być silna, bo inaczej wszystko się rozsypie.”
Badania prof. Kristin Neff (University of Texas, 2011) pokazują, że kobiety, które definiują siebie głównie poprzez „radzenie sobie”, częściej doświadczają objawów wypalenia, zaburzeń lękowych i problemów psychosomatycznych (m.in. napięciowych bólów głowy, bezsenności, problemów z układem pokarmowym). Nie dlatego, że są „słabe”, ale dlatego, że nie dają sobie prawa do odpoczynku emocjonalnego.
Ciało pamięta momenty, w których musiałaś przetrwać
Kiedy ciągle jesteśmy „silne”, ciało uczy się być w stanie gotowości – aktywuje układ współczulny, czyli tę część nerwów odpowiedzialną za mobilizację. Na poziomie fizjologicznym oznacza to podwyższony poziom kortyzolu, napięcie mięśni, płytki oddech, a z czasem wyczerpanie.
Dr Bessel van der Kolk w książce The Body Keeps the Score (2014) opisuje to jako „zamrożony system alarmowy” – ciało, które nie może się już rozluźnić, bo nauczyło się, że czujność to bezpieczeństwo. Ale prawdziwa siła nie polega na ciągłym napięciu. Prawdziwa siła to zdolność do miękkości, do oddechu, do powiedzenia:
„Dziś nie muszę walczyć.”
Siła i łagodność mogą iść razem. A co ze słabością?
Nie chodzi o to, żeby przestać być silną. Chodzi o to, żeby nauczyć się być silną i czułą jednocześnie. Bo siła bez czułości staje się twardością, a czułość bez siły – kruchością. Poczucie bycie słabą również jest ważne. Ważna jest równowaga i to, żeby się nie zafiksować na żadnym podejściu. Bycie sobą, stawianie granic, szanowanie własnej przestrzeni oraz szacunek do własnych uczuć (jakiekolwiek one są), to są komponenty, dzięki którym czujemy że mamy siłę.
Psychologia humanistyczna (m.in. Carl Rogers, Abraham Maslow) mówi, że zdrowie emocjonalne nie polega na „usuwaniu” emocji, tylko na ich akceptacji i integracji. To oznacza, że możesz być zmęczona i kompetentna jednocześnie. Możesz płakać i wciąż być dorosła. Możesz potrzebować wsparcia, nie tracąc swojej mocy.
Medytacja serca – praktyka łagodności wobec siebie
Spróbuj przez kilka minut:
Usiądź wygodnie. Połóż dłoń na klatce piersiowej.
Oddychaj spokojnie, kierując uwagę na to miejsce.
Powiedz w myślach:
„Pozwalam sobie odpocząć.”„Nie muszę być silna cały czas.”„Jestem wystarczająca taka, jaka jestem.”
Poczuj ciepło pod dłonią i wyobraź sobie, że to światło łagodności rozlewa się po całym ciele.
Badania dr Barbary Fredrickson (University of North Carolina, 2008) wykazały, że praktyka tzw. loving-kindness meditation (medytacji współczucia) zwiększa odporność psychiczną i poprawia regulację emocjonalną bardziej niż klasyczne techniki relaksacyjne.
Na zakończenie
Nie musisz już nosić zbroi każdego dnia. Nie musisz być twarda, żeby być wartościowa. Czasem największą odwagą jest przyznać, że też potrzebujesz czułości, odpoczynku i wsparcia.
Bo siła, która płynie z serca, nie potrzebuje udowadniania. Ona po prostu jest – cicha, stabilna, prawdziwa.
Autorka: Sylwia Skiba – psycholog, terapeutka. Holistyczne podejście do emocji, ciała i umysłu
Komentarze